Personalizacja reklam w Internecie, czyli co o nas wie Google i Facebook?

0
1082

Personalizacja reklam w Internecie, czyli co o nas wie Google i Facebook

Każdy z nas poczuł kiedyś ten nieprzyjemny dreszcz na grzbiecie, kiedy podczas zwykłej przedśniadaniowej przebieżki po Intrenecie zauważyliśmy JĄ – reklamę personalizowaną. Rozmawiamy od tygodnia o remoncie w łazience, a reklama kilka dni później aż krzyczy “Nowe, budżetowe kafelki do łazienki”. Inna sytuacja: pisaliśmy maila do znajomych z prośbą o polecenia szkoły tańca, a reklama sugeruje “Zumba dla zapracowanych? Teraz tańszy abonament!”.

Tę historię zna każdy użytkownik Internetu… Rozważamy później: czy to przypadek? Jeśli nie – których patentów użył Google, aby wypozycjonować mi tę reklamę? Czy Google mnie podsłuchuje? Czy Facebook czyta moje wiadomości? Niepewność wpędza nas w poczucie lęku, bo jako ludzie najbardziej boimy się niewiedzy – zarówno w temacie personalizacji reklam, jak i przetwarzania naszych danych osobowych przez portale, które często mają siedzibę w USA, więc ich legislacja nie zawsze jest zgodna z obowiązującymi w Europie normami. A skoro to USA to zapewne amerykańskie tajne służby już czytają twój profil na Facebooku i szukają podejrzanych zachowań. Żeby uniknąć niedomówień i jednocześnie nie traktować lekceważąco tematu – zmierzmy się dziś z tym, co o nas wie Google i Facebook.

Co o użytkowniku przetwarza Google, a co przetwarza Facebook?

Najkrótszą odpowiedzią na to pytanie byłoby: “wszystko”, ale jest to odpowiedź mocno nieprecyzyjna. Dodatkowo nie rozwiewa ona naszych lęków, więc postarajmy się udzielić lepszej odpowiedzi. Dane gromadzone, analizowane i przetwarzane możemy podzielić na trzy grupy:

  • Po pierwsze – przetwarzane jest to, co sami udostępniamy w Internecie, w każdym portalu, na każdej stronie. Na Facebooku najczęściej jest to imię, nazwisko, zatrudnienie, wiek, data urodzenia, związki, zdjęcia i wiele innych. Dla Google jest to nazwa naszego konta e-mailowego, imię, nazwisko, lista znajomych, dane na Dysku Google…
  • Po drugie – przetwarzane są dane wynikające z naszej aktywności, a te również zdradzają o nas wiele informacji. Przykładowo przebywam w każdy dzień roboczy w jednej lokalizacji przez około osiem godzin – można założyć, że ta lokalizacja to moje miejsce pracy. Dla Google’a opisywaliśmy je w cyklu o Czynnikach rankingowych Google. Jako reprezentatywne przykłady przywołać można: Powtórne kliknięcia użytkownika, które wskazują na nasze duże zainteresowanie stroną www lub jej tematyką czy Historia konsumowanych mediów, czyli to, że Google pamięta np. to na jakich filmach byliśmy w kinie oraz obejrzane klipy na YouTube. Dla Facebooka takimi informacjami, zdobytymi na podstawie naszych aktywności, są nasze polubione strony, grupy, które budzą nasze zaangażowanie, kliknięte reklamy, treści oznaczone przez nas jako “nie pokazuj mi takich treści”, historia transakcji online, godziny użytkowania Internetu, dane z Messengera.
  • Po trzecie – predykcje – na podstawie dwóch powyższych (naszych udostępnień oraz naszych aktywności) budowany jest zespół hipotetycznych cech, które mogą nas dotyczyć lub nas dotyczą. Te predykcje, będą miały wpływ na to, jakie widzimy reklamy. Trafność, ilość i jakość tych “cech”, które przypina nam Google lub Facebook, może być faktycznie niepokojąca. Piszemy “cech”, bo są to cechy, aspekty życia, dane wrażliwe, problemy czy zainteresowania np. impulsywny klient, użytkownik TikTok, wada słuchu, kupno samochodu, poglądy religijne… Ta długa i szczegółowa lista predykcji na nasz temat, opracowana przez algorytm, nie ma końca. Dodatkowo – algorytm sam się uczy, a karmiony jest tym, co sami mu udostępniamy, klikamy, co klikają nasi znajomi i osoby o podobnym profilu do nas – Grupa podobnych odbiorców czyli Lookalike Audience.

Co użytkownik może z tym zrobić?

Przede wszystkim – nie panikować. Personalizacja reklam i budowanie przez Google i przez Facebooka naszego profilu mają być (w założeniu) korzystne dla nas – użytkowników. Dzięki temu widzimy reklamy, które wiążą się w jakikolwiek sposób z nami. Skoro wiemy już, co portale przetwarzają na nasz temat, warto poznać i skonfigurować swoje ustawienia reklam w Google oraz na Facebooku. Znajomość “przypiętych” do nas zainteresowań pozwoli nam zrozumieć dlaczego widzimy takie, a nie inne reklamy.

Powtórzmy – w założeniu – personalizacja reklam jest korzystna dla użytkownika. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy popełniane są błędy w personalizacji reklam, a reklama staje się dla użytkownika irytująca, lub nawet niewłaściwa. W praktyce, pozycjonowanie reklam pod cechy takie jak “wada słuchu” albo “skłonność do depresji” budzi skrajne emocje. Wtedy wracamy do punktu wyjścia: użytkownik widzi reklamę personalizowaną i zamiast zainteresować się nią i z chęcią w nią kliknąć, czuje zdziwienie i niepokój. O moralnych aspektach przetwarzania danych o użytkownikach w Internecie przeczytać można więcej na stronie Fundacji Panoptykon.

Personalizacja reklam w Internecie, czyli co o nas wie Google i Facebook?
5 (100%) 2 votes

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here