Kwietniowa pogoń za responsywnością, czyli drugie dno MOBILIzacji

Kwietniowa pogoń za responsywnością, czyli drugie dno MOBILIzacji
4.5 (90%) 8 votes

Dobrze, wiadomo że wszystko się rozwija, wiadomo że mamy postęp taki czy inny i wiadomo też nie od dziś, że my, Polacy (a w zasadzie chyba i w dużej mierze „wschodnioeuropejczycy”) częściej gonimy ten rozwój aniżeli się do niego przyczyniamy. No w każdym razie przyczyniamy świadomie – nie przypadkiem ;) I rzecz ta ma się podobnie w przypadku naszego szeroko pojętego internetu. Dlatego trzeba nam pomagać.

Suspicious Mobilegeddon by Google

21 kwietnia 2015 Google zaczęło uznawać responsywność stron www jako czynnik rankujący, mający realnie wpływ na ocenę danej witryny przez algorytm wyszukiwania – a co za tym idzie, mogło w sposób pośredni wpłynąć na „być albo nie być” tejże witryny w SERP + mobileSERP.
Argumentacja oficjalna BigG:

  • We come in peace,
  • Coraz więcej zapytań jest zadawanych z mobile, nie trać użytkowniku!
  • Trzeba się rozwijać,
  • Słabo Polsko wyglądacie tu razem z tym wschodem Europy,
  • Jesteśmy fajni, jesteśmy wizjonerami, to nasz wkład w świat, celebrate peasants! ;)
  • Etc, etc.

 

“As more people use mobile devices to access the internet, our algorithms have to adapt to these usage patterns (…) Starting April 21, we will be expanding our use of mobile-friendliness as a ranking signal”

Google serious business

Seriously?

Ok, ja to akceptuję i jestem na TAK.
Faktycznie, z responsywnością w naszym rodzimym internecie bywa różnie, faktycznie warto się rozwijać, faktycznie taki impuls odgórny bez wątpienia taki rozwój przyspieszy (poprzez stymulację karą;) i generalnie win-win situation.

Jak zapowiedzieli – tak też uczynili, 21 kwietnia SKYNET stał się bardziej świadomy  i stało się – jesteśmy wszyscy jacyś tacy bardziej „er-wu-de. No przynajmniej ja gdy wstałem rano 21 kwietnia i telefon się rozdzwonił, starałem się odpowiadać na różne pytania możliwie najlepiej – a więc byłem jak się okazało całkiem responsywny ;) (wow! how is it even possible!?)

A tak naprawdę?
W rzeczywistości to nie takie proste, bo jak wiemy wszyscy nie od dziś, algorytm wyszukiwarki Google to nie kuchenka mikrofalowa z 3 pokrętłami i timerem. Wprowadzanie tak znaczących zmian, jak to miało miejsce przy Pingwinie czy pandzie…trwa.

Dlatego, jak pisaliśmy po pojawieniu się odpowiedzi jednego z Googlersów w serwisie Twitter, „wielka MOBIlizacja” się rozpoczęła – ale te zmiany będą procesowane przez kilka tygodni zanim skutki będą widoczne per publico.

Podsumowując: słabo stoimy z responsywnością -> Google chce nam pomóc -> wdraża plan -> wdrożenie trwa -> na koniec świat się wali a zasłona przybytku rozdziera się (choć tego jeszcze nie wiemy, bo gdy ta rozprawa powstaje, skutków mobilegeddonu ni widu ni słychu;).
I tyle?
Otóż nie.

Cała ta historia z responsywnością, mniej więcej 5% pokryciem polskich SERP sajtami przystosowanymi do urządzeń mobilnych i „czynieniem dobra cały rok” to jedno.
A Facebook i Adwords to drugie :)

Wait a second Google!

Od czasów wielkiego wybuchu, kiedy ziemia zastygła i pojawiły się dinozaury, Facebook był przodownikiem w mediach społecznościowych a Big G w wyszukiwaniu informacji.
Od pewnego momentu, kiedy to w ogóle zaczęto mówić o urządzeniach mobilnych, i że intenret na nich mimo wszystko będzie jednak przeglądany – Facebook się z tym dość szybko uporał. Google zaś walczy do dziś, czego przykład mieliśmy w kwietniu 2015.
Nie trzeba chyba wspominać o szalonym wyścigu między tymi dwoma gigantami – a jeśli pomyśleć, że na pewnym poziomie ścigają się o tego samego użytkownika i jego drogocenny klik, to robi się coraz bardziej ciekawie.

Czy wiedzieliście, że System operacyjny Android jest najpopularniejszym mobilnym systemem operacyjnym na świecie? A czy wiedzieliście że w wielu krajach, np. w USA czy w Japonii liczba wyszukiwań z urządzeń mobilnych, takich jak smartfony, tablety i pochodne już dawno przebiła liczbę wyszukiwań z wersji desktopowej wyszukiwarki? No w każdym razie wychodzi na to że Google zaczyna sobie zdawać z tego sprawę, bo dało się to odczuć na ilości przychodów z reklamy mobilnej.

Innymi słowy: olbrzymi potencjał blokowany przez użytkowników.

AdWords jest bardzo super. Zarówno jeśli się reklamujesz oraz jeśli zwyczajnie czegoś szukasz. Dla użytkownika korzyści są oczywiste. A dla Google? Jeszcze bardziej, gdyż reklamy przynoszą firmie  do 70% przychodu (dane za 4 kwartał 2014).

No tak, wszystko oczywista oczywistość – ale czy wiesz, że na te dane pracują ciężko głównie wersje desktopowe? Na wyświetlaczach smartfonów jest nieco mniej kolorowo – tam  po pierwsze poszukujemy zazwyczaj odpowiedzi na konkretne pytania (dobry kebab w okolicy, najbliższa stacja benzynowa, jaki tytuł ma piosenka co tak leci: :”Jo ma ha, jo ma so” ;)  itp.).
Pomyśl jaka by była penetracja (również kieszeni użytkownika), gdyby dotarcie, klikalność i konwersja na mobilnym AdWords była choć w połowie taka, jak na desktopowym. A kasiorka odpływa…
To może by zarobić na Androidzie! No ale chwila…toż to darmowy system. No i trzeba się dzielić z Samsungiem,który zgarnia z niego 95% zysków…

Wracamy zatem do punktu wyjścia – trzeba meliorować teren, aby potem na nim sadzić i go użytkować. A przyszłość zmierza w jednym kierunku – jednokomórkowcy będą się rozmnażać przez pączkowanie, co sprawi że ten segment się rozrośnie, stając się jeszcze bardziej atrakcyjnym dla mogących (bo chcących jest wielu) na nim zarobić. Google oczywiście zdaje sobie sprawę z rosnącego znaczenia urządzeń mobilnych i zapowiedziało już, że na smartfonach wprowadzi zupełnie nowy typ reklam AdWords. Jak czytamy, początkowo skorzystają:

  • Branża motoryzacyjna
  • Hotele i szukający noclegu
  • Finansówka mieszkaniowa

Reklamy będą bardziej zautomatyzowane w odpalaniu kampanii, będą większe, ilustrowane zdjęciami i ogólnie – dostosowane pod małe wyświetlacze.

A Facebook?

Chyba trzeba przyznać, że ten pojedynek wygrywa właśnie Zuckeberg, który już dawno mianował się królem responsywności wszelakiej, ogłaszając swój serwis jako „mobile-first”. Dziś można by rzec że siedzi na „górze cukru” ;) zbierając tego efekty.
Aż 73% przychodów Facebooka za pierwszy kwartał 2015 roku pochodziło właśnie z reklam mobilnych. Niekryta radość zapewne napawa naszego Marka Z., gdy patrzy jak jego serwis notuje ponad 30% wzrost użytkowników (w stosunku do 2014), którzy są uzależnieni od FB na tyle, że noszą go w swoim smartfonie, w kieszeni najbliżej serca, dokonując internetowego ekshibicjonizmu w knajpach, windach, sklepach, autobusach i wszędzie tam, gdzie można pokazać siebie lub to, co się aktualnie robi. O tempora, o mores! ;)

Podsumujmy.

Naprawa świata, chęć niesienie samarytańskiej wręcz pomocy to jedno – ale twarde realia biznesu to drugie.
Możemy mieć wizję i możemy tworzyć coś nietuzinkowego, za czym stoi fajna idea i zajawka. Ale pamiętajmy że tuż za nimi stoją inwestorzy i steakholdersi, którzy raczej nie noszą na co dzień rajtuzów i nie biegają z łukiem, w kapeluszu z piórkiem po lesie ;)
Czy Google przegapiło moment, w którym można było zareagować i bardziej płynnie przejść do fazy „responsywność zawartości SERP jest na satysfakcjonującym nas poziomie”? Ciężko to ocenić. Nie przespał swojego momentu na pewno Facebook, który rzetelnie odrobił prace domową. Fakt, ich zadanie było nieporównywalnie mniejszej skali i raczej obejmowało własny ogródek – czego nie można powiedzieć o BigG, które musi zmobilizować Ciebie, mnie, sąsiada i miliony innych, którzy są niedostosowani. Jednak w odróżnieniu od FB, Google może na tym zarobić o wiele, wiele więcej.

Aspekt ekonomiczny nikogo nie dziwi. Bo dlaczegóż miałby, skoro historia zna doskonale takie przypadki? ;)

Wyniki ffinansowe Google a Pingwin

Źródło: http://finance.yahoo.com/echarts?s=GOOG+Interactive#{%22lineWidth%22:%224%22}

Smieszne? Nie dla wszystkich...

L

Autor: clearsense

Agencja Interaktywna ClearSense - specjaliści od Marketingu Zintegrowanego w sieci. Czytaj naszego bloga i bądź zawsze na bieżąco w branży e-marketingu, SEO, SEM, reklamy w Google oraz nowych technologii.

Podziel się

2 komentarzy

  1. Świetne podejście do tematu.Niby sprawa oczywista, ale pierwszy raz widzę tak całościowe podejście. Na początku myślałem, że sprawa rozbije się na agencjach, które zbiją kasę na nieświadomych właścicielach witryn.
    A to przecież takie oczywiste, że aż łatwo zapomnieć.

    Post a Reply
  2. Hmm…no jest w tym sporo prawdy :) Faktycznie, w Google musi być ciśnienie na kasę – to gigant, a giganci zazwyczaj dużo spalają.

    Post a Reply

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Trackbacks/Pingbacks